Górnośląska Nagroda Literacka Juliusz

Do tegorocznej edycji Górnośląskiej Nagrody Literackiej „Juliusz” zgłoszono w sumie 51 książek. Pięć pozycji powalczy o zwycięstwo.

Kapituła konkursowa nominowała 5 książek do finału Górnośląskiej Nagrody Literackiej Juliusz.  Zwycięzcę siódmej edycji przedsięwzięcia poznamy w październiku.

Kapitułę Górnośląskiej Nagrody Literackiej Juliusz tworzą w tym roku: Agata Passent, Agnieszka Dauksza, Marta Grzywacz, Tadeusz Sławek, Zbigniew Kadłubek. Sekretarzem jury jest Aleksandra Klich.

Górnośląska Nagroda Literacka „Juliusz” przyznawana jest za najlepszą biografię napisaną i wydaną w języku polskim w roku ubiegłym. Laureatem corocznej Nagrody może być tylko jedna książka, za którą podczas październikowych Rybnickich Dni Literatury wręczana jest okolicznościowa statuetka oraz nagroda pieniężna w wysokości 50 tys. zł.

Spośród nich kapituła nominowała 5 pozycji, które będą walczyć o zwycięstwo:

Tam, za kasztanami, jest świat. Paul Celan. Biografia – Anna Arno

21 scen z życia Zygmunta Baumana – Artur Domosławski

Różewicz. Rekonstrukcja – Magdalena Grochowska

Rzecz o Karolu Szymanowskim – Danuta Gwizdalanka

Bohdan Pniewski. Architekt salonu i władzy – Grzegorz Piątek

O książce Anny Arno:

prof. Tadeusz Sławek:

Pytanie, jakie stawia sobie czytelnik książki pani Arno jest fundamentalnym pytaniem o możliwości wyrażenia katastrofy. Podkreślmy: nie „zbadania” czy „opisania”, nawet nie źródłowego „przestudiowania” tego, co stało się w XX wieku, a zwłaszcza podczas II wojny światowej, lecz właśnie wyrażenia, czyli znalezienia słowa dla cierpienia, które jest niewysłowione. Stąd „hermetyczność” poezji Celana, ale także poszukiwania osób na tyle wrażliwych, aby mogły owe trudne próby wysłowienia cierpienia zrozumieć, a przynajmniej rozumnie wysłuchać. (…) Niełatwo pisać biografię poety, bowiem życie splata się tu nierozerwalnie z twórczością i trzeba zrównoważyć pokusę zagłębienia się w interpretacje wierszy (a nieprzejrzyste, matowe teksty Celana to prawdziwy matecznik interpretatorów) obowiązkiem relacjonowania wydarzeń i okoliczności, w których żył ich twórca. Pani Annie Arno taką równowagę udało się osiągnąć.

prof. Zbigniew Kadłubek:

Anna Arno odważyła się napisać biografię jednego z największych poetów języka niemieckiego, który nie był Niemcem. Daje czytelnikowi podręcznik cierpienia; katalog udręk. Utraty same są oraz ulecenia formą (i deformacją) Celanowskiej przygody życia. Nie ma Bukowiny, nie ma wiedeńskich Czerniowców, nie ma kasztanów ocieniającym dzieciństwo poety. Zagłada nie jest jednak najważniejszym tematem ani dla Anny Arno, ani dla Paula Celana. Choć słyszymy złowróżbną „Fugę śmierci” cały czas, czytając książkę, fugę podobną do średniowiecznej sekwencji „Dies irae” Tomasza z Celano, nie jest to książka o śmierci, lecz o próbie przezwyciężenia żałoby.

O książce Artura Domosławskiego:

prof. Zbigniew Kadłubek:

Życie Baumana jest dziwne i baśniowe. Dlatego Domosławski przedstawia całą paletę wyborów czytelnikowi. Muszą czytelnicy pogodzić się z Baumanem, cokolwiek zrobiłby, jeśli chcą czytać dalej. A w tle jest historia z antysemityzmem, nazizmem, wojną, strzelaniem, wypędzenie, bieganie Baumana z karabinem po Kołobrzegu (Kolberg wówczas), choroba Baumana ze strachu, ucieczka, naukowe badania, dyskusje, sukcesy światowe, tupanie młodzieży „patriotycznej”. 21 scen? Tak, jesteśmy w teatrze Baumana za sprawą Domosławskiego. W samym środku zwątpienia, czym byłoby ludzkie życie. Czym odpowiedzialność. Czym praca. Czym bycie obywatelem polskim (różnych Polsk). Tak bardzo różnych Polsk, że wierzyć się nie chce, że ta książka powstała dlatego, że kiedyś Zygmunt Bauman żył.

Marta Grzywacz:

Domosławski nie tylko dociera do szczegółów życiorysu swojego bohatera, tropiąc w archiwach skrawki pamięci po Baumanie, ale też szerzej niż inni biografowie stara się  wyjaśnić czytelnikowi na czym polegała filozofia Baumana, streszczając i analizując jego książki. Powstaje w ten sposób wizerunek  „proroka” i „czułego barbarzyńcy”, który dał nam nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone. Jest więc w opowieści Domosławskiego wielki Bauman i jest wielka historia jako okoliczność łagodząca.

 O książce Magdaleny Grochowskiej:

Marta Grzywacz:

Grochowska napisała rzecz o człowieku, którego znaliśmy (przynajmniej z nazwiska), i o którym nic nie wiedzieliśmy. Wykonała gigantyczną pracę badawczą, odrywając przed nami kawałek po kawałku to, kim był, co w sobie nosił i o czym nigdy nie chciał mówić, bo przecież „wszystko zapisał w wierszach”. Grochowska przeczytała je dokładnie, prześledziła interpretacje, porównała z faktami, odbyła wiele rozmów, z tymi, którzy go znali. Nie oceniała swojego bohatera, nie wybielała, nie potępiała. Pozwoliła nam mieć własne zdanie. I napisała biografię, od której trudno się oderwać, a która pozwala nam wreszcie zrozumieć w poecie człowieka.

Agnieszka Dauksza:

Magdalena Grochowska to sprawdzona marka, jakość najwyższej próby. Niezależnie od tego, co bierze na warsztat, odkrywa przez lata prześlepiane potencjały kultury, historii i cudzych losów, spotykając je z tym, co najbardziej współczesne. Ze spotkania z Różewiczem wyłania się opowieść o wielkiej samotności. Różewicz Grochowskiej to człowiek zaplątany w wielką historię, boleśnie dotknięty przez jej lokalne przejawy, uwikłany w zmory własnej pamięci, mozolnie próbujący przekraczać ciasne ramy kultury patriarchalnej, ścierający się w ledwie chcianych relacjach, nieśmiało wyczekujący tych, które choć na chwilę stabilizowały emocje. Opowieść Grochowskiej to nie tylko historia samotności jednostki, ale i rekonstrukcja losów pokolenia, ludzi wytrąconych i sponiewieranych, którzy dokonują nie lada wysiłku, by trwać w aktywności, tworzyć, ale i rozszerzać kręgi zażyłości. Bo biografia Różewicza to przede wszystkim historia przyjaźni, zwłaszcza męskich przyjaźni, które są schronem, mentalną architekturą przetrwania. Magdalena Grochowska jest ostoją spokoju, jej pisanie jest szlachetne, nieefekciarskie, przyciąga czytelników doświadczoną mądrością, która pozwala inaczej rozumieć i samego Różewicza jako pogmatwane zjawisko mentalno-cielesne, i jego równie splątaną twórczość. I wreszcie trzeba stwierdzić jasno: Grochowska to biografka modelowa, Różewicz nie mógł lepiej trafić.

O książce Danuty Gwizdalanki:

Marta Grzywacz:

Autorka, żeby odkryć fakty i odpowiedzieć sobie na pytanie co stworzyło Szymanowskiego jakim był, dociera do najciemniejszych kątów archiwów i wygrzebuje listy z wielu szuflad. Dzięki temu pokazuje sylwetkę jednego z największych polskich artystów bez przekłamań, które próbowali nam narzucić nasi przodkowie w desperackim poszukiwaniu bohatera narodowego.

Agata Passent:

Za to, że jest to biografia muzyczna. Pokazuje, że życie bohatera to było właśnie opowiadanie siebie, swoich emocji, podróży, nałogów, przyjaźni intelektualnych w nutach. Książka napisana z wielką wiedzą muzykologiczną potrzebną do opowiedzenia o tym, czego dokonał w historii muzyki symfonicznej I operowej Szymanowski, ale wiedza ta nie jest podawana encyklopedycznie tylko konkretną terminologię muzykologiczną, wszelki “trele” czy efekty “con passione” podaje bez “szpanowania” erudycją, wręcz przeciwnie – laikom pomaga równolegle cytując arcyciekawą korespondencję Szymanowskiego

O książce Grzegorza Piątka: 

Agata Passent:

Za to, że autor, który sam jest architektem nie zarzuca nas inżynieryjno-technologicznymi szczegółami tylko imponuje talentem do opowiadania historii. Krytyk ten ma po prostu talent nie tylko naukowy I eseistyczny, ale prowadzi swe pióro tak, że czytanie takiej biografii to nie droga przez mękę, jakiś wyczyn dla nielicznego grona osób, które mają czas czytać zawodowo tylko dla masowego odbiorcy. Za wybór bohatera. Postać jednocześnie zachwycającą talentem a z drugiej strony odrzucającą – kolaborującą politycznie i będącą niedostatecznie dobrym ojcem. Za uniwersalną opowieść o losie architekta z tragicznych ale fascynujących czasów.

Prof. Tadeusz Sławek:

Prowadzi nas Autor przez kilka epok historii, burzliwej, często dramatycznej, wręcz tragicznej, historii, w której bohater jego książki usiłuje znaleźć się tak, aby wśród zamętu zmian politycznych i społecznych, nie rezygnując z wiedzy i talentu, móc praktykować swój zawód, jednocześnie zachowując niezależność i poczucie godności w okolicznościach, które  takim ambicjom dalece nie sprzyjały. Bohdana Pniewskiego, pierwszego architekta Rzeczpospolitej, autora wielu sztandarowych budynków Warszawy, charakteryzuje zwięźle następujący passus: „Pniewski pracował dla władzy, ale wychodził cało z kolejnych politycznych zawirowań. Choć na jego oczach dokonało się kilka rewolucji w sztuce, potrafił obronić swoją wizję i sprawić, że stawała się wizję jego klientów, a więc obrazem polskiego państwa. Jak mu się to udało? Ta niezatapialność jest największą tajemnicą jego życiorysu. Ale nie jedyną” (s.12).

Publikacja: 01-07-2022

Czytaj też

Cookies

Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu.
⟶ Czytaj więcej